Marzenna Mruk-Otulak – z plecakiem przez świat

Jest nauczycielką, której nie brakuje wyobraźni. Dzięki niej ma świetny kontakt z dziećmi, ale jest również w stanie zaplanować podróż z najdrobniejszymi szczegółami, by w pełni móc korzystać z uroków danego miejsca. Swoje zamiłowanie do podróży zaczęła od oglądania programów przyrodniczych, choć jak sama przyznaje, nie są one w stanie oddać wrażeń, które zagwarantuje nam osobista wyprawa do danego miejsca. Można powiedzieć, że Marzenna Mruk-Otulak, to kobieta, która z plecakiem na ramieniu jest w stanie podbić każdy zakątek świata.

Masz wykształcenie informatyczne, a to w mniemaniu wielu rzadko idzie w parze z wyobraźnią, choć jak mawiał Einstein: – Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe. – Sądzę, że podzielasz tę myśl, ponieważ stanowi ona motto w Twoim internetowym portfolio. Dlaczego akurat ona?
Jestem informatykiem, ale oprócz tego nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej. Pracując w szkole, nie wyobrażam sobie pracy bez wyobraźni. Jest ona nieodłącznym elementem nauczania. Wiedzę możemy nabyć, a więc możemy ją poszerzać, natomiast wyobraźnia jest wrodzona.

Czy wyobraźnia jest potrzebna w trakcie podróży?
Myślę, że tak. Od wyobraźni wszystko się zaczyna. Przygotowując się do wyprawy, zawsze wędruję po tym miejscu oczyma wyobraźni. Myślę o ludziach, krajobrazach, egzotycznej przyrodzie, aromatycznym jedzeniu. Natomiast w trakcie podróży wyobraźnia działa w dwojaki sposób. Z jednej strony jest tą, która podpowiada: – idź na żywioł i poczuj to miejsce od środka! – a z drugiej pojawia się zdrowy rozsądek, który przypomina mi, że jestem w miejscach, które nie do końca są bezpieczne, choćby ze względu na choroby tropikalne, religię. Zważywszy na fakt, że w moje podróże zabieram dzieci, muszę pamiętać o bezpieczeństwie przede wszystkim.

Od kiedy pokochałaś podróże? Pamiętasz swoją pierwszą wyprawę?
Moje dalekie podróżowanie zaczęło się tak naprawdę trzy lata temu. Pierwsza wymarzona podróż odbyła się do Tajlandii. Była bardzo spontaniczna i ekscytująca. Wysiadając na lotnisku w Bangkoku, wiedziałam, że moja przygoda właśnie się zaczyna, choć przyznam, że zapach Tajlandii nie ujął mnie od razu. Im dłużej trwał nasz pobyt, tym rósł apetyt na zwiedzanie świata. Tajlandia to kraj cudownych, uśmiechniętych ludzi, ciekawa kultura, przepiękne świątynie, wodne bazary, przepyszne jedzenie i oczywiście najlepszy na świecie masaż. Tego miejsca nie da się zapomnieć. Dlatego już niedługo tam wracam.

Dlaczego postanowiłaś polecieć na Sri Lankę?
Po podróży do Afryki zapragnęłam wrócić do Azji. Choć Afryka jest piękna i ciekawa, to nie pozostawiła we mnie takiej tęsknoty jak Azja. Poszukując następnego kierunku, przeczytałam wiele stron oraz blogów od osób, które podróżowały w tamte miejsca. Pochlebne opinie sprawiły, że nie miałam żadnych wątpliwości, co do zaznaczenia następnego punktu na mojej podróżniczej mapie.

Ile czasu tam spędziłaś?
Dwa tygodnie. Można powiedzieć i dużo i mało, jednak zobaczyłam i zwiedziłam miejsca, które wcześniej sobie zaplanowałam.
Czy ten „olśniewający kraj” w rzeczywistości jest równie fascynujący?
Tak! To miejsce pełne magii. Przede wszystkim kultura buddyjska i indyjska, która przeplata się tutaj z egzotyczną roślinnością i zwierzętami. Ponadto malownicze plaże, palmy kokosowe, plantacje herbaty oraz zabytkowe miasta pełne przepięknych świątyń.

Jakimi ludźmi są Lankijczycy?
Pomimo biedy są bardzo uśmiechnięci i życzliwi. Buddyści stanowią 70% ludności, są spokojni, pokojowo nastawieni, pomocni. Oprócz tego są bardzo towarzyscy i ciekawi innych ludzi. Lubią kolory, co jest widoczne na ulicy, a to za sprawą lankijskich kobiet, które pięknie wyglądają w sari.

Jakie mają podejście do obcokrajowców?
Są niezwykle życzliwie nastawieni. Powszechne jest witanie się na ulicy, zagadywanie i prowadzenie rozmów. Pytają najczęściej, czy nam się podoba na Sri Lance, skąd jesteśmy i oczywiście proponują mnóstwo atrakcji na wyspie. Należy pamiętać, że dla Cejlończyków jesteśmy „białymi”, którzy mają pieniądze. Często traktują turystów, jak swojego rodzaju chodzące bankomaty.

Jaki mają stosunek do religii?
Jak już mówiłam wcześniej: 70% ludności Sri Lanki to buddyści, 12% hindusi, 9% muzułmanie, a 7% stanowią katolicy. Mimo różnorodności żyją ze sobą w symbiozie, chociaż ostatnie wydarzenia, czyli ataki terrorystyczne, jakie miały miejsce na Sri Lance w Niedzielę Wielkanocną, mogą wskazywać, że jest inaczej, to mimo wszystko uważam, że jest to bardzo tolerancyjna wyspa, pełna różnorodności kulturowej. Mówi się, że na Cejlonie buddyzm uchronił się od późniejszych naleciałości. Jest najbliższy pierwotnej postaci, w jakiej ustanowił go Budda. Religia ta naucza, że jedyna słuszna droga do nirwany wiedzie przez zmagania duchowe. Jest to ścieżka długa i trudna, a ostateczny cel osiąga się po milionach wcieleń. Buddystom nie przeszkadzają inne religie. Wychodzą z założenia, że modlić można się do każdego, ważne jest, by w ostatecznej drodze podążać właściwą ścieżką.

Co było dla Ciebie najbardziej zaskakujące podczas wizyty w tej części Azji?
Myślę, że na początku cudowna bujna flora, przepiękna architektura kościołów i świątyń. W samym Negombo, w którym się zatrzymałam, na pewno największe wrażenie zrobił na mnie Fish Market. W tym miejscu można się zakochać, albo je znienawidzić. Wszystko to za sprawą zapachu, jaki panuje na targu. Zobaczyć tam można wszystkie gatunki ryb, owoce morza, pracę rybaków. Myślę, że jest to przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. Kolejnym miejscem jest laguna w Negombo. Aby się na nią dostać, trzeba przepłynąć łodzią przez kanał holenderski. Przepływając przez niego, miałam okazję zobaczyć pracę rybaków, codzienne życie Cejlończyków, przepiękne ptactwo oraz ogrom zniszczeń, jakie pozostawiło po sobie tsunami w 2004 roku. Widok mrożący krew w żyłach i pobudzający wyobraźnię do granic możliwości. Jednak zaraz po tym widoku ukazuje się laguna, odpoczywający tam tubylcy z rodzinami, grill, muzyka i śpiew. Im dalej w głąb Sri Lanki, tym robiło się ciekawiej. Zaskakująca była dla mnie Sigirya, czyli Lwia Skała, która jest wizytówką wyspy. Aby wejść na sam szczyt, trzeba wspiąć się 200 m w górę po wąskich, stromych schodach. Dawniej, aby dostać się na górę, trzeba było wejść przez paszczę lwa. Niestety nie przetrwała ona do dziś. Po drodze można podziwiać wspaniale zachowane malowidła, przedstawiające głównie kobiety. Na wierzchołku stojącej tu dwustumetrowej skały wulkanicznej znajdują się ruiny fortecy. Przy zboczu ukazują się nam ogromne lwie łapy – pozostałości po wielkiej rzeźbie, strzegącej niegdyś drogi na górę. Kolejnym miejscem, które mnie zaskoczyło, była Dambulla, miejscowość w której znajduje się pięć świątyń Rangiri wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Rangiri po lankijsku oznacza tyle, co „złota skała”. Świątynie zachwycają bogato zdobionymi malowidłami o intensywnych barwach. Dodatkowo można obejrzeć ponad 150 statuetek przedstawiających Buddę w różnych postaciach, a także inne bóstwa. Na koniec wisienka na torcie, czyli safari oraz możliwość obejrzenia słoni w ich naturalnym środowisku. Widok przechadzających się tam ogromnych zwierząt, nie zwracających zupełnie uwagi na ludzi fotografujących ich z każdej strony, był niezapomniany.

Z czym było Ci się najtrudniej pożegnać, gdy opuszczałaś to miejsce?
Ze słońcem, wszechobecnym ciepłem, z przepysznym jedzeniem oraz aromatyczną herbatą. Oczywiście w herbatę się zaopatrzyłam. Na pewno ciężko jest opuszczać miejsca, gdzie człowiek zapomina o pracy i codzienności. Taka właśnie jest Sri Lanka: pełna spokoju, ciszy, dobrego jedzenia i cudownej atmosfery. Myślę, że nie stawiam kropki nad „i” – pewnego dnia na pewno tam wrócę!

Gdzie jeszcze podróżowałaś?
Dalekie podróże to świeży temat w moim życiu. W przeciągu trzech lat odwiedziłam Tajlandię, Kenię oraz Sri Lankę. Między podróżami dużego kalibru podróżuję po Europie i mogę zdradzić, że już za miesiąc wybieram się na Ukrainę. W planach jest powrót do Azji, ale nie chcę jeszcze za wiele zdradzać.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Co zawdzięczasz wyjazdom?
Nie mając możliwości podróżowania, oglądałam często programy o ciekawych miejscach na całym świecie. Było to fascynujące, inspirujące, pokazywało dalekie lądy, niestety nie czyniło ze mnie podróżnika. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: brakowało w tym wszystkim emocji, przeżywania wszystkiego samemu. Dzięki podróżom inaczej patrzę na świat. Nowe miejsca i ludzie oraz doświadczenia sprawiają, że stałam się bardziej otwarta, a podróże w miejsca do tej pory mi nieznane, pozwalają pracować mojej wyobraźni. Wyjazdy uczą mnie również minimalizmu. Podczas takich podróży wydaje nam się, że wszystko jest ważne, a niestety musimy ograniczyć się do jednej walizki. Istotna jest więc odpowiednia organizacja wyjazdu i tego już się nauczyłam. Wyjazdy to również ucieczka od dnia codziennego. Pozwalają nie myśleć o tym, co przyziemne i dają możliwość spojrzenia na różne sprawy z innej perspektywy. Pozwalają również nabrać pewnego rodzaju dystansu do siebie samego.

Czy podróże kształcą?
Oczywiście, że tak. Za każdym razem, kiedy ruszam w drogę, uczę się czegoś nowego. Podróżowanie to przede wszystkim odkrywanie. Nie ważne, czy jest to miejsce w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Nabywam wiedzę o miejscach, ludziach, którzy tam mieszkają, o kulturze oraz religii. Jest to wiedza, której człowiek nie znajdzie w Internecie czy książce. Pamiętam, że to ja jestem „gościem” i muszę szanować tradycje, czy zwyczaje tam panujące. Uważam, że jest to najlepsza lekcja, jaką możemy otrzymać. Często uczy pokory, tolerancji oraz ukazuje różnorodność świata.

Aleksandra Piwowarczyk